Borja Iglesias znalazł się w kadrze Hiszpanii na mundial jako jeden z trzech klasycznych napastników. Jego droga do reprezentacji była długa i pełna przeszkód, ale dziś „Panda” może okazać się jednym z najbardziej nietypowych atutów drużyny Luisa de la Fuente.
15 stycznia 2017 roku rezerwy Celty Vigo mierzyły się z Racingiem Santander w meczu Segunda B. Spotkanie zakończyło się zwycięstwem gości 1:0, a jedynego gola zdobył 23-letni wówczas Borja Iglesias. To właśnie zdjęcie z celebracji tamtej bramki jest pierwszą fotografią napastnika w archiwum MARCA.
Tamten sezon był dla niego przełomowy. Zdobył 34 gole w 39 spotkaniach i zaczął zwracać na siebie coraz większą uwagę. Dziś, niemal dekadę później, jedzie na mundial jako jeden z napastników reprezentacji Hiszpanii.
Jego relacje z kadrą narodową nie zawsze były jednak proste. Debiutował jeszcze za kadencji Luisa Enrique, później stał się jednym z nowych zawodników wprowadzanych przez Luisa de la Fuente. Po konflikcie wokół sprawy Rubialesa oddalił się od reprezentacji, ale w październiku ubiegłego roku wrócił do kadry. Ostatecznie skorzystał również na poważnej kontuzji Samu Omorodiona, który zerwał więzadła krzyżowe i wypadł z rywalizacji o miejsce na mundial.
Aby zrozumieć fenomen Borjy Iglesiasa, trzeba wrócić do jego początków w akademii Celty Vigo.
– Sprowadziliśmy go w 2013 roku. Wiedzieliśmy, że jest Galisyjczykiem i obserwowaliśmy go już wcześniej. Kiedy pojawiła się możliwość transferu, nie miałem żadnych wątpliwości – wspomina David de Dios, jeden z trenerów napastnika w A Madroa.
Szkoleniowiec pamięta przede wszystkim jego styl gry.
– Był bardzo silnym napastnikiem, który nieustannie męczył stoperów. Potrafił świetnie utrzymywać się przy piłce tyłem do bramki, bardzo trudno było mu ją odebrać. Sam kreował sobie sytuacje. To był jego pierwszy sezon w Segunda B, a mimo to zdobył 13 bramek. Mógł strzelić jeszcze więcej. Rywale często pytali mnie, kim jest ten zawodnik, który przez cały mecz nie daje im chwili spokoju – opowiada.
Zdaniem De Diosa właśnie dlatego Borja może być niezwykle cenny dla reprezentacji Hiszpanii.
– Tego typu profilu nie ma obecnie ani kadra, ani wiele klubów. Przypomina mi trochę rolę Fernando Llorente podczas mundialu w 2010 roku. Czasami mecz wymaga innego rozwiązania: gry dośrodkkowaniami, walki z obrońcami, utrzymywania piłki czy tworzenia przewagi tyłem do bramki. Po kontuzji Samu takim zawodnikiem jest właśnie Borja. To bardzo wartościowe uzupełnienie składu na mundial – tłumaczy trener.
Poza boiskiem Iglesias również pozostawia po sobie świetne wrażenie.
– Jest po prostu zbyt dobrym i zbyt szczerym człowiekiem. Czasami przez to wpadał w kłopoty w mediach społecznościowych. Nigdy nie był problematyczny. To wzorowy profesjonalista, lider szatni, zwycięzca. Nigdy nie zobaczysz, żeby odpuszczał trening czy nie dawał z siebie wszystkiego – podkreśla De Dios.
Przez lata wielu kibiców miało wątpliwości, czy Borja osiągnie najwyższy poziom. Jego były trener był jednak spokojny.
– Zawsze powtarzałem znajomym, żeby uzbroili się w cierpliwość. Widziałem u niego cechy, które pozwalały wierzyć w dalszy rozwój. Oczywiście później potrzebna była także ciężka praca oraz odpowiednie środowisko, które znalazł w Saragossie, Espanyolu, Betisie i teraz ponownie w Celcie. Z czasem moi znajomi przyznali mi rację – wspomina.
Na mundial Borja Iglesias jedzie jako zawodnik, który w reprezentacji wciąż nie pokazał jeszcze pełni swoich możliwości. Nie będzie jednak musiał pełnić roli gwiazdy zespołu. Jego zadaniem ma być dostarczanie drużynie czegoś, czego inni napastnicy nie potrafią dać w takim stopniu.
A w turnieju takim jak mistrzostwa świata właśnie taki specjalista potrafi czasem zrobić różnicę między porażką a sukcesem.
źródło: Marca
