Jesteśmy w takim momencie sezonu, gdy mecz piłkarski przypomina jednocześnie „Sprawę Kramerów”, finał „Łowcy jeleni” i śmierć Chanquete z „Błękitnego lata”. To czas, w którym dramat rządzi wszystkim, a łez nie sposób uniknąć.
Poniższy tekst jest felietonem José Luisa Hurtado opublikowanym na łamach MARCA i przedstawia wyłącznie opinię autora.
Trudno było oglądać mecz Girona – Elche, prawdziwe arcydzieło cierpienia. Jedna z tych drużyn miała zostać skazana na wygnanie, a wraz z końcowym gwizdkiem rozpoczynał się cały pakiet tortur: koniec spotkania, świadomość spadku, rozpacz zawodników, łzy kibiców i niepewność jutra.
To właśnie w takich dniach futbol pokazuje swoje najbardziej okrutne oblicze. Przez wiele miesięcy drużyny walczą o cel, który w jednej chwili może się rozsypać. Jedna akcja, jeden gol, jeden błąd i wszystko, co budowano przez cały sezon, może przestać istnieć.
Patrzymy wtedy na piłkarzy płaczących na murawie i przypominamy sobie, że futbol to nie tylko biznes, liczby i taktyka. To również emocje, które często wymykają się spod kontroli. To ludzie, którzy poświęcili całe życie dla jednej chwili szczęścia, a zamiast niej dostają cios, którego długo nie będą w stanie zapomnieć.
W tych dniach futbol staje się niemal teatralny. Każdy stadion zamienia się w scenę, na której jedni świętują, a inni przeżywają tragedię. Nie ma miejsca na półśrodki. Albo jesteś bohaterem, albo przegranym. Albo śpiewasz z radości, albo płaczesz ze smutku.
Może właśnie dlatego tak trudno oderwać od niego wzrok. Bo niewiele rzeczy potrafi wywoływać tak skrajne emocje w tak krótkim czasie. Futbol jest niesprawiedliwy, okrutny i bezlitosny.
Ale właśnie dlatego jest tak fascynujący.
José Luis Hurtado
źródło: Marca
